The War of Art

Break Through the Blocks and Win Your Inner Creative Battles

Autor: Steven Pressfield

Czy jeś pisa­rzem, któ­ry nie pisze, mala­rzem, któ­ry nie malu­je, przed­się­bior­cą, któ­ry nie zało­żył wła­sne­go biz­ne­su? Czy kie­dy­kol­wiek mia­łeś wizję tego, kim możesz się stać, dzie­ła, któ­re­go może Ci się udać doko­nać, speł­nio­ne­go czło­wie­ka, któ­rym los pozwo­li Ci być? Wiesz więc, czym jest „opór”. Koniecznie prze­czy­taj “Wojnę Sztuki”, lub poniż­sze naj­waż­niej­sze notat­ki z książ­ki.

Pisanie nie jest trud­ne. Najtrudniejsze to zasiąść do pisa­nia.

Czy kie­dy­kol­wiek mie­li­ście wizję tego, kim może­cie się stać, dzie­ła, któ­re­go może wam się udać doko­nać, speł­nio­ne­go czło­wie­ka, któ­rym los pozwo­li wam być? Czy jeste­ście pisa­rza­mi, któ­rzy nie piszą, mala­rza­mi, któ­rzy nie malu­ją, przed­się­bior­ca­mi, któ­rzy nie zało­ży­li wła­sne­go biz­ne­su? Wiecie więc, czym jest „opór”.

Jak wie­lu z nas sta­ło się alko­ho­li­ka­mi i nar­ko­ma­na­mi, dosta­ło raka albo ner­wi­cy, ule­gło poku­sie zaży­wa­nia środ­ków prze­ciw­bó­lo­wych, plot­ku­je, kom­pul­syw­nie uży­wa tele­fo­nu komór­ko­we­go, tyl­ko dla­te­go, że nie robi­my tego, do cze­go z głę­bi duszy wzy­wa nas nasz geniusz? Opór nas poko­nu­je.

Jeżeli jutro rano, każ­da odu­rzo­na i zamro­czo­na dusza obu­dzi­ła­by się z siłą do pod­ję­cia pierw­sze­go kro­ku w stro­nę reali­za­cji swo­ich marzeń, każ­dy psy­cho­log w książ­ce tele­fo­nicz­nej stra­cił­by pra­cę. Więzienia sta­ły­by puste. Przemysł alko­ho­lo­wy i tyto­nio­wy pod­upadł­by, wraz z prze­my­słem fast-foodo­wym, chi­rur­gią kosme­tycz­ną, dzien­ni­kar­stwem roz­ryw­ko­wo-infor­ma­cyj­nym, nie wspo­mi­na­jąc nawet o fir­mach far­ma­ceu­tycz­nych, szpi­ta­lach i całą pro­fe­sją lekar­ską. Przemoc domo­wa wymar­ła­by, podob­nie jak uza­leż­nie­nia, oty­łość, migre­no­we bóle gło­wy i wście­kłość na dro­dze.

Tatuś się upi­ja, mamu­sia cho­ru­je, a Janeczka poja­wia się w koście­le z tatu­ażem gan­gu moto­cy­kli­stów. To bar­dziej zabaw­ne niż film. I dzia­ła: nikt nic nie robi.

Akt ofia­ry to for­ma pasyw­nej agre­sji. Ofiara usi­łu­je osią­gnąć satys­fak­cję nie dzię­ki uczci­wej pra­cy, ale poprzez mani­pu­lo­wa­nie innych za pomo­cą nie­wy­po­wie­dzia­nych (i wypo­wie­dzia­nych) gróźb. Ofiara zmu­sza innych, by pośpie­szy­li na pomoc lub zacho­wy­wa­li się tak, jak tego ocze­ku­je, gro­żąc, że jej stan zdro­wia pogor­szy się, dosta­nie kolej­ne­go ata­ku pani­ki, popad­nie w głęb­sze zała­ma­nie ner­wo­we, albo po pro­stu gro­żąc, że uprzy­krzy im życie, jeże­li nie zro­bią tego, co chce.

Hitler chciał być arty­stą. W wie­ku osiem­na­stu lat zabrał swój spa­dek, sie­dem­set koron, i prze­niósł się do Wiednia, by tam miesz­kać i stu­dio­wać. Złożył papie­ry na Akademię Sztuk Pięknych, a następ­nie na wydział archi­tek­tu­ry. Czy ktoś widział kie­dyś jakiś obraz jego autor­stwa? Ja też nie. Opór go poko­nał. Może prze­sa­dzam, ale powiem to tak czy siak: Hitlerowi łatwiej było roz­po­cząć dru­gą woj­nę świa­to­wą niż stać i wpa­try­wać się w puste płót­no.

Opór podró­żu­je razem z tobą: ata­ku­je każ­de dzia­ła­nie, któ­re odrzu­ca natych­mia­sto­wą nagro­dę na rzecz dłu­go­fa­lo­we­go roz­wo­ju, zdro­wia czy uczci­wo­ści; każ­de dzia­ła­nie, któ­re wyni­ka z naszej wyż­szej, a nie niż­szej natu­ry.

Wydaje się, że opór pocho­dzi z zewnątrz. Przypisujemy go współ­mał­żon­kom, pra­cy, sze­fo­wi, dzie­ciom.

Opór pocho­dzi z wewnątrz. Sami go two­rzy­my i sami powta­rza­my.

Im waż­niej­sza dla roz­wo­ju duszy jest dana decy­zja lub dzia­ła­nie, tym więk­szy opór będzie­my odczu­wać, gdy będzie­my do nich dążyć.

Nie mówi­my sobie: „nigdy nie napi­szę sym­fo­nii”. Zamiast tego mówi­my: „Napiszę sym­fo­nię, tyl­ko zacznę jutro”.

W dużej agen­cji rekla­mo­wej w Nowym Jorku, szef mówił nam: wymy­śl­cie cho­ro­bę. Jeżeli ją wymy­śli­cie, będzie­my mogli sprze­dać na nią lekar­stwo. Zaburzenia uwa­gi, sezo­no­we zabu­rze­nie afek­tyw­ne, fobia spo­łecz­na – to nie cho­ro­by, to chwy­ty mar­ke­tin­go­we. To nie leka­rze je odkry­li, tyl­ko copyw­ri­te­rzy, dzia­ły mar­ke­tin­gu i kon­cer­ny far­ma­ceu­tycz­ne.

Jerry Seinfield powie­dział o swych dwu­dzie­stu latach rand­ko­wa­nia: „To spo­ra por­cja fascy­na­cji aktor­stwem”.

Opór powie­dział mi rów­nież, że nie powi­nie­nem sta­rać się uczyć innych lub przed­sta­wiać się jako oso­ba prze­ka­zu­ją­ca wie­dzę; że to próż­ne, ego­istycz­ne i być może nawet nie­uczci­we.

W jaki spo­sób odczu­wa­my opór? Najpierw jako nie­za­do­wo­le­nie. Czujemy się fatal­nie. Okropny smu­tek jest wszech­ogar­nia­ją­cy. Jesteśmy znu­dze­ni i nie­spo­koj­ni.

Żyjemy w kul­tu­rze kon­su­men­tów, któ­ra jest prze­raź­li­wie samo­świa­do­ma i zgro­ma­dzi­ła całą arty­le­rię, by wyko­rzy­stać ją w poszu­ki­wa­niu zysku, sprze­da­jąc nam pro­duk­ty, leki, odwró­ce­nie uwa­gi.

Artysta i fun­da­men­ta­li­sta poja­wia­ją się w spo­łe­czeń­stwach o róż­nym stop­niu roz­wo­ju. Artysta to bar­dziej zaawan­so­wa­ny model. Jego kul­tu­ra obej­mu­je dosta­tek, sta­bil­ność, dostęp do wystar­cza­ją­cej ilo­ści środ­ków, by pozwo­lić sobie na luk­sus samo­ana­li­zy. Artysta jest zako­rze­nio­ny w wol­no­ści. Nie oba­wia się jej. Ma szczę­ście. Urodził się we wła­ści­wym miej­scu. Jego pod­po­rą jest pew­ność sie­bie, nadzie­ja na przy­szłość. Wierzy w postęp i ewo­lu­cję. Wierzy, że ludz­kość robi postę­py, może i prze­ry­wa­ne i nie­do­sko­na­łe, ale w stro­nę lep­sze­go świa­ta. Fundamentalista nie ma takich poglą­dów. Jego zda­niem ludz­kość upa­dła. Prawda nie cze­ka na odkry­cie, ale już zosta­ła odkry­ta. Słowo Boże zosta­ło już wypo­wie­dzia­ne i spi­sa­ne przez Jego pro­ro­ka, Jezusa, Mahometa czy Karola Marksa. Fundamentalizm to filo­zo­fia bez­sil­nych, poko­na­nych, wygna­nych i ogra­bio­nych.

Fundamentalista nie zno­si wol­no­ści. Nie może zna­leźć dro­gi w przy­szłość, więc ucie­ka się do prze­szło­ści. Wraca oczy­ma wyobraź­ni do dni peł­nych chwa­ły.

Jego kre­atyw­ność jest odwró­co­na. Tworzy destruk­cję.

Fundamentalizm i sztu­ka wza­jem­nie się wyklu­cza­ją. Nie ma cze­goś takie­go jak sztu­ka fun­da­men­ta­li­stów.

Naprawdę wol­na oso­ba jest wol­na tyl­ko w gra­ni­cach swo­jej samo­re­ali­za­cji.

Ci, któ­rzy nie rzą­dzą samy­mi sobą, ska­za­ni są, by zna­leźć pana, któ­ry będzie nimi rzą­dził.

Osoby, któ­re reali­zu­ją się w życiu, nie­mal nigdy nie kry­ty­ku­ją innych. Jeżeli w ogó­le coś mówią, to po to, by zachę­cić.

W sto­wa­rzy­sze­niu Actors Studio gospo­darz James Lipton nie­zmien­nie pyta swo­ich gości: „Co spra­wi­ło, że zde­cy­do­wa­łeś się przy­jąć tę kon­kret­ną rolę?” Aktorzy zawsze odpo­wia­da­ją: „Ponieważ się jej oba­wiam”. Profesjonalista podej­mu­je się zada­nia, któ­re zmu­si go do wysił­ku. Bierze zle­ce­nie, któ­re zmu­si go do wypły­nię­cia na nie­zna­ne wody, pozna­nia nie­świa­do­mych czę­ści swo­je­go „ja”. Czy boi się? No jasne. Jest prze­ra­żo­ny. (Z dru­giej stro­ny pro­fe­sjo­na­li­ści odrzu­ca­ją role, któ­re już kie­dyś zagra­li. Już się ich nie boją. Po co więc tra­cić czas?) Jeśli więc para­li­żu­je cię strach, to dobry znak. Pokazuje ci, co musisz zro­bić.

Jeżeli odczu­wasz olbrzy­mi opór, dobra wia­do­mość jest taka, że w grę wcho­dzi też ogrom­na miłość. Jeżeli nie kochał­byś pro­jek­tu, któ­ry cię prze­ra­ża, nie odczu­wał­byś nicze­go.

Santa Barbara i Ojai w Kaliforni zamiesz­ku­ją ludzie z wyż­szej kla­sy śred­niej z więk­szą ilo­ścią cza­su i pie­nię­dzy niż pomy­słów na to, co z nimi zro­bić; kul­ty­wo­wa­na jest tam tak­że kul­tu­ra ule­cze­nia. Ideą panu­ją­cą we wszyst­kich tych śro­do­wi­skach wyda­je się to, że zanim roz­pocz­nie się pra­cę, nale­ży się zupeł­nie wyle­czyć. Taki spo­sób myśle­nia to for­ma opo­ru. Co tak wła­ści­wie pró­bu­je­my wyle­czyć? Sportowiec wie, że nigdy nie nastą­pi dzień, w któ­rym obu­dzi się i nie będzie odczu­wał bólu. Musi się z nim oswo­ić.

Jaki jest lep­szy spo­sób na uni­ka­nie pra­cy niż pój­ście na warsz­ta­ty?

Jeszcze bar­dziej nie­na­wi­dzę sło­wa „wspar­cie”. Wszelkie wspar­cie, jakie otrzy­mu­je­my od ludzi z krwi i kości jest jak pie­nią­dze z gry Monopoly; to nie jest legal­ny śro­dek płat­ni­czy w obsza­rze, w któ­rym musi­my pra­co­wać.

„Kto potra­fi prze­trwać dzień bez dwóch czy trzech soczy­stych racjo­na­li­za­cji. Są waż­niej­sze niż seks. Czy kie­dy­kol­wiek upły­nął wam tydzień bez racjo­na­li­zo­wa­nia?”

Racjonalizacja: seria wia­ry­god­nych, roz­sąd­nych uspra­wie­dli­wień na temat tego, dla­cze­go nie powin­ni­śmy robić tego, co do nas nale­ży.

Wiele z nich jest praw­dzi­wych. Jednak wszyst­kie są nic nie war­te. Tołstoj miał trzy­na­ścio­ro dzie­ci i napi­sał „Wojnę i pokój”. Lance Armstrong miał raka i wygrał Tour de France.

Pracujący arty­sta nie będzie tole­ro­wał kło­po­tów w swo­im życiu, ponie­waż wie, że kło­po­ty powstrzy­mu­ją go od wyko­ny­wa­nia pra­cy.

By książ­ka (lub dowol­ny inny pro­jekt czy przed­się­wzię­cie) przy­ku­ły naszą uwa­gę przez okres potrzeb­ny do roz­wi­nię­cia, muszą prze­ma­wiać do pew­nej wewnętrz­nej roz­ter­ki lub pasji, któ­ra ma dla nas olbrzy­mie zna­cze­nie.

Im wię­cej ener­gii psy­chicz­nej poświę­ci­my na to, by raz po raz oczysz­czać nasze życie oso­bi­ste z męczą­cych, nud­nych nie­spra­wie­dli­wo­ści, tym mniej ener­gii będzie­my mieć, by wyko­ny­wać swo­ją pra­cę.

Słowo „ama­tor” pocho­dzi od łaciń­skie­go sło­wa „kochać”. Tradycyjnie rozu­mie­my je w taki spo­sób, że ama­tor robi coś z miło­ści, pod­czas gdy pro­fe­sjo­na­li­sta robi to dla pie­nię­dzy. Moim zda­niem tak nie jest. Uważam, że ama­tor nie­wy­star­cza­ją­co kocha to, co robi. Gdyby napraw­dę to kochał, nie trak­to­wał­by tego jako dodat­ku, zaję­cia obok jego „praw­dzi­we­go” zawo­du. Profesjonalista kocha to, co robi tak bar­dzo, że poświę­ca temu życie. Angażuje się w peł­nym wymia­rze godzin. To wła­śnie mam na myśli, gdy mówię o zosta­niu zawo­dow­cem. Opór nas nie­na­wi­dzi, gdy prze­cho­dzi­my na zawo­dow­stwo.

Inspiracja przy­cho­dzi co rano, punkt dzie­wią­ta.

Opór: nie pozwo­lę, by mnie roz­pro­szył; usią­dę i zro­bię to, co do mnie nale­ży.

W Marines uczą, jak być nie­szczę­śli­wym. Dla arty­sty to bez­cen­ne.

Artysta poświę­ca­ją­cy się swe­mu powo­ła­niu, dobro­wol­nie ska­zu­je się na pie­kło: die­tę skła­da­ją­cą się z wyob­co­wa­nia, odrzu­ce­nia, wąt­pie­nia w sie­bie, roz­pa­czy, wyśmie­wa­nia, pogar­dy i upo­ko­rze­nia.

Cechy, któ­re spra­wia­ją, że jeste­śmy pro­fe­sjo­na­li­sta­mi:

  • Przychodzimy do pra­cy każ­de­go dnia.
  • Przychodzimy bez wzglę­du na wszyst­ko.
  • Przez cały dzień sku­pia­my się na pra­cy. Nasze myśli mogą się roz­pra­szać, ale cia­ła tkwią w kie­ra­cie.
  • Przyjmujemy pie­nią­dze za pra­cę. Nie przy­cho­dzi­my tu dla zaba­wy. Pracujemy dla pie­nię­dzy.
  • Nie utoż­sa­mia­my się zbyt moc­no z naszą pra­cą.
  • Do mistrzo­stwa opa­no­wu­je­my tech­ni­kę pra­cy.

Z kolei ama­tor za bar­dzo iden­ty­fi­ku­je się ze swo­im hob­by, aspi­ra­cja­mi arty­stycz­ny­mi. To one go defi­niu­ją. Jest muzy­kiem, mala­rzem, dra­ma­tur­giem. Opór to uwiel­bia; opór wie, że kom­po­zy­tor-ama­tor nigdy nie napi­sze sym­fo­nii, ponie­waż jest za bar­dzo pochło­nię­ty jej suk­ce­sem i zbyt prze­ra­żo­ny jej poraż­ką. Amator trak­tu­je ją tak poważ­nie, że strach go para­li­żu­je.

Teraz zasta­nów­my się nad ama­to­rem. Aspirującym mala­rzem, dra­ma­tur­giem in spe. W jaki spo­sób podą­ża za swo­im powo­ła­niem? Po pierw­sze, nie pra­cu­je każ­de­go dnia. Po dru­gie, nie pra­cu­je bez wzglę­du na wszyst­ko. Po trze­cie nie sku­pia się na pra­cy przez cały dzień. Nie jest przy­wią­za­ny do niej na dłuż­szą metę; staw­ka jest dla nie­go ilu­zją. Nie otrzy­mu­je pie­nię­dzy. I za bar­dzo utoż­sa­mia się ze swo­ją sztu­ką. Nie trak­tu­je poraż­ki z humo­rem.

Profesjonalista, mimo że przyj­mu­je pie­nią­dze, pra­cu­je z miło­ści. Musi to kochać. W prze­ciw­nym wypad­ku z wła­snej, nie­przy­mu­szo­nej woli nie poświę­cał­by życia na pra­cę. Profesjonalista odkrył jed­nak, że zbyt wiel­ka miłość może być czymś złym. Zbyt wiel­ką miło­ścią moż­na się zadła­wić. Pozorny dystans pro­fe­sjo­na­li­sty, bez­dusz­ny cha­rak­ter jego posta­wy, powstrzy­mu­ją go przed kocha­niem tego, co robi, tak bar­dzo, by mogło go to para­li­żo­wać. Granie dla pie­nię­dzy lub przy­ję­cie posta­wy oso­by, któ­ra gra dla pie­nię­dzy obni­ża gorącz­kę.

Zawodowiec sku­pia się na tech­ni­ce. Profesjonalista opa­no­wu­je „jak”, a „co” i „dla­cze­go” zosta­wia bogom.

Zawodowiec sza­nu­je swój warsz­tat. Nie uwa­ża się za waż­niej­sze­go od nie­go. Chce posia­dać peł­ny zestaw umie­jęt­no­ści, gdy wresz­cie nadej­dzie inspi­ra­cja.

Opór chce, żeby­śmy uza­leż­ni­li nasze poczu­cie wła­snej war­to­ści, toż­sa­mość, powód, dla któ­re­go żyje­my, od reak­cji ludzi na naszą pra­cę. On wie, że nie może­my tego znieść. Nikt nie mógł­by. Profesjonalista ole­wa kry­ty­ków. Nawet ich nie sły­szy. Krytycy, powta­rza sobie, to nie­świa­do­mi rzecz­ni­cy opo­ru.

Krytycy: potra­fią w recen­zjach zawrzeć taki sam tok­sycz­ny jad, jaki sam opór pro­du­ku­je w naszych gło­wach. To ich praw­dzi­we zło. Nie cho­dzi o to, że im wie­rzy­my, ale wie­rzy­my opo­ro­wi w naszych gło­wach, któ­re­go nie­świa­do­my­mi orę­dow­ni­ka­mi są kry­ty­cy.

Zawodowiec uzna­je swo­je ogra­ni­cze­nia: zatrud­nia agen­ta, praw­ni­ka, księ­go­we­go. Wie, że może być pro­fe­sjo­na­li­stą tyl­ko w jed­nej dzie­dzi­nie. Sprowadza innych zawo­dow­ców i trak­tu­je ich z sza­cun­kiem.

Robienie z sie­bie kor­po­ra­cji (albo po pro­stu myśle­nie o sobie w taki spo­sób) wzmac­nia ideę pro­fe­sjo­na­li­zmu, ponie­waż oddzie­la arty­stę wyko­nu­ją­ce­go pra­cę od woli i świa­do­mo­ści, któ­re wszyst­kim kie­ru­ją.

Jeżeli myśli­my o sobie jak o kor­po­ra­cji, mamy do sie­bie zdro­wy dystans. Jesteśmy mniej subiek­tyw­ni. Nie trak­tu­je­my cio­sów zbyt oso­bi­ście.

Najważniejsza w sztu­ce jest pra­ca. Nie ma zna­cze­nia nic poza sie­dze­niem przez cały dzień i pró­bo­wa­niem.

Starożytni wyczu­wa­li potęż­ne pier­wot­ne siły w świe­cie. By je do sie­bie przy­bli­żyć, nada­wa­li im ludz­kie twa­rze. Nazywali je Zeus, Apollo, Afrodyta. Indianie wyczu­wa­li te same tajem­ni­ce, jed­nak nada­wa­li im for­my zwie­rzę­ce: niedź­wiedź-nauczy­ciel, jastrząb-posła­niec, kojot-psot­nik.

„Cokolwiek potra­fisz zro­bić, albo o czym­kol­wiek marzysz, że umiesz, zrób to. Odwaga ma w sobie geniusz, magię i siłę. Zacznij od zaraz.”

Nikt z nas nie uro­dził się pasyw­nym, pospo­li­tym typem, któ­ry cze­ka, by świat wywarł na nim wra­że­nie. Mamy już bar­dzo wyra­fi­no­wa­ną i zin­dy­wi­du­ali­zo­wa­na duszę. Inaczej moż­na to przed­sta­wić tak: nie uro­dzi­li­śmy się z nie­skoń­czo­ną licz­bą wybo­rów. Nie może­my być, kim tyl­ko chce­my. Przyszliśmy na ten świat z jed­nym, kon­kret­nym, oso­bi­stym prze­zna­cze­niem. Mamy zada­nie do wyko­na­nia, powo­ła­nie do pod­ję­cia, sie­bie, któ­rym mamy się stać. Jesteśmy tym, kim jeste­śmy od koły­ski i nie mamy inne­go wyj­ścia. Naszym zada­niem w tym życiu nie jest ukształ­to­wa­nie samych sie­bie w jakiś ide­ał, któ­rym wyda­je nam się, że powin­ni­śmy być, ale odkry­cie, kim jeste­śmy i wypeł­nie­nie prze­zna­cze­nia.

Nudny arty­sta to autor, któ­ry odga­du­je myśli swo­jej publi­ki. Gdy sia­da do pra­cy, nie zada­je sobie pyta­nia, co jest w głę­bi jego duszy. Zadaje sobie pyta­nie, cze­go szu­ka rynek. Lekceważy swo­ją publicz­ność. Uważa, że jest lep­szy niż oni. Prawda jest taka, że śmier­tel­nie go prze­ra­ża­ją, albo, jeśli cho­dzi o ści­słość, boi się być przy nich auten­tycz­ny, boi się napi­sać coś, w co napraw­dę wie­rzy, coś, co uwa­ża za inte­re­su­ją­ce.

Przy każ­dej wyko­ny­wa­nej przez sie­bie czyn­no­ści zada­waj sobie pyta­nie: czy gdy­bym był ostat­nią oso­bą na świe­cie, to czy nadal bym to robił?

Pogarda dla poraż­ki jest nasza cno­tą głów­ną.

Jeżeli two­im prze­zna­cze­niem było­by ule­cze­nie raka, napi­sa­nie sym­fo­nii lub opra­co­wa­nie zim­nej fuzji i nie doko­nał­byś tego, nie tyl­ko skrzyw­dził­byś, czy nawet znisz­czył sie­bie same­go. Skrzywdziłbyś swo­je dzie­ci. Skrzywdziłbyś mnie. Skrzywdziłbyś całą pla­ne­tę.

Kreatywna pra­ca nie jest samo­lub­nym aktem czy pró­bą zwró­ce­nia na sie­bie uwa­gi. To dar dla świa­ta i każ­de­go jego stwo­rze­nia. Nie oszu­kuj nas w tym, co robisz. Daj nam to, co masz w sobie.

Poznaj swoją
następną
ulubioną
książkę.
Mądrego zawsze miło posłuchać
Guy Kawasaki
Prekursor ewangeli kultu
produktów Apple. Dzisiaj CEO
G.T.Ventures
Czego uczą nas marki, którym ufamy?
My, zadajemy sobie to pytanie każdego dnia.
W tym miejscu chcielibyśmy dzielić się z Tobą efektami naszych poszukiwań.

Ramowanie
Sposób, w jaki infor­ma­cje są sfor­mu­ło­wa­ne może zmie­nić naszą oce­nę i mieć wpływ na nasze decy­zje.
Ukryta histo­ria może spra­wić, że naj­bar­dziej pożą­da­ne przez nas wybo­ry będą naj­bar­dziej oczy­wi­ste.

Na przy­kład sfor­mu­ło­wa­nie, że coś kosz­tu­je „mniej niż fili­żan­ka kawy dzien­nie” zachę­ca ludzi do inne­go spoj­rze­nia na koszt jakie­goś abo­na­men­tu. Jak przed­sta­wiasz wybo­ry w swo­im sys­te­mie? Jakie są dostęp­ne opcje? Szczególnie w przy­pad­ku nowych lub trud­nych pojęć.
Jestem zainteresowany!
Do: studio@owocni.pl
Od:
Twoja wiadomość
Witam, nazywam się , chętnie nawiąże kontakt z Owocnymi w sprawie współpracy nad nowym projektem. Poproszę o kontakt i wstępną ofertę. Mój numer telefonu to:
[Dostosuj tę wiadomość]
  • Częste pytania
    Ważne pytania i odpowiedzi
    1A co jeśli wasz projekt po
    prostu mi się nie spodoba?
    odpowiedź
    2Jak obsługujecie małe
    i początkujące firmy?
    odpowiedź
    3Jak wygląda
    współpraca na odległość?
    odpowiedź
    4Jaką gwarancję
    jakości otrzymam?
    odpowiedź
    5Ile wynosi minimalny
    budżet projektu?
    odpowiedź
    6Jak rozpocząć współpracę?
    odpowiedź
    Zapytaj o swój projekt
  • Broszura
    Jestem zainteresowany!
    Broszura
    firmowa.
    Jest darmowa!Niezbędna na zebraniu
    lub spotkaniu biznesowym.
    Pobierz broszurę - kliknij

Opublikuj treść u siebie

Chcesz zamieścić tą treść na swoim
blogu, za darmo? Nic prostszego!

Wystarczy, że wstawisz link zwrotny.
Zobacz jak publikować nasze treści.

  • Pisz dla nas
    Pisz dla nas, ekspercie

    Szanowny ekspercie.
    Podziel się wiedzą i odbierz zapłatę.

    Za dobrą treść, płacimy dobre pieniądze.
    Sprawdź to - kliknij tutaj.

  • Wesprzyj nas
    IMarketing

    Podoba Ci się to co robimy?
    - Udziel nam wsparcia, to łatwe - sprawdź tu.

Kliknij lubię to na
Otrzymaj ofertę